wtorek, 16 września 2014

Fotoalbum rodzinny - z przewagą wakacyjnych impresji



Wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia. Dzisiejszy fotoreportaż należy uznać za bardzo osobisty i zapewne, kompletnie nieciekawy dla postronnych. Układam go dla siebie z potrzeby chwili, zachowując (mam nadzieję) chronologię zdarzeń.

Pierwsze fotki, ślub Rodziców. Gdańsk kościół pw. Serca Jezusowego, ul. Czarna (obecnie  xs. Zator - Przetockiego) Gdańsk - Wrzeszcz, 7 lipca 1957.



Młoda para na schodach kościoła


Po uroczystości, gratulacje od brata Zbyszka
Minął ponad rok i na świecie pojawiam się ja. Tutaj w beciku, powrót z chrzcin do domu. W tle ul. Kościuszki we Wrzeszczu. Widok na blok w którym obecnie mieści się przychodnia (Kościuszki 10)


Od lewej, Babcia Tosia, Ciocia Jadzia, Ciocia Ania(moja chrzestna) i Babcia Wandzia

Pacholęctwo i młodość, to Wrzeszcz, ul. Kościuszki, a na wakacje do Babci i Dziadka do Olsztynka.

 
ul. Kościuszki, przed wiaduktem, rok ok.1960

Antek, Mama i ja, gdzie to było nie wiem, hm może w Olsztynku nad jeziorem

Olsztynek, Bal Przebierańców. Babcia Tosia organizowała nam takie wspaniałe atrakcje. Bal na łące obok domku Dziadków. Na fotce, Antek jako rycerz, ja robię za króla. Hm, imiona uczestników uleciały z pamięci, no może jedno lub dwa, Ewa, w stożkowej czapce i Włodek, w ułańskim nakryciu.

Każde wakacje  spędzaliśmy w Olsztynku u Dziadków, ale zwyczajowo w pierwszych dniach sierpnia, na dwa tygodnie wyjazd z Rodzicami na samochodową wycieczkę, czyli zwiedzanie kraju i bliskiej zagranicy. Spało się pod namiotem, jednak nie na kempingach, tylko w dobrze wybranym miejscu na skraju lasu czy polanie. Nikt wtedy nie zabraniał takich biwaków. Podróżowaliśmy naszą Warszawą Kombi 223, (potem zielonym Fiatem 125 p)trzeba przyznać, że było to bardzo pojemne auto.

Antek na Warszawie
Pierwszym przystankiem po Olsztynku, była zawsze Warszawa, a po drodze Tata śpiewał piosenki powstańcze, bo start był zawsze z początkiem sierpnia. Fotki poniżej, to początek lat 70.


Z Rodzicami na tle Rotundy PKO iŚciany Wschodniej


Z Mamą, PEKIN w tle


PEKIN jaki jest każdy widzi do dzisiaj, hm jakoś nikomu wtedy nie przeszkadzały skarpetki do sandałów!

Po Warszawie ruszaliśmy w Polskę, jednak bez względu na to,  dokąd by nas nie zaniosło, wyprawa zawsze kończyła się w górach. Czemu, ach czemu, Ojciec urodził się w Nowym Sączu, a przed wojną i w czasie jej trwania, mieszkali  w Żywcu, stąd co roku ciągnęło wilka do lasu.

Rodzice nad Morskim Okiem



Organy (Pomnik Utrwalaczy Władzy Ludowej, UBelisk) – rzeźba autorstwa Władysława Hasiora wzniesiona w 1966 roku na Przełęczy Snozka (na wysokości 653 m n.p.m.) w paśmie łączącym Gorce z Pieninami.
Zamek w Niedzicy, jeszcze przed wybudowaniem zapory, końcówka lat 60.

Zamek w Niedzicy, koniec 60.


Wakacje, jak zwykle bardzo szybko mijały, a po nich przychodziła szara szkolna rzeczywistość. W trakcie roku szkolnego od czasu do czasu można się było wyrwać na spacer po Gdańsku, albo na film do kina Leningrad,Motława, Wrzos,Bajka, Zawisza, Znicz,Tramwajarz, Delfin - uff, chyba
wymieniłem wszystkie gdańskie kinematografy, no nie, z wyjątkiem kina Kolejarz, ale tam nigdy nie byłem.


Z Mamą na Długim Targu początek lat 70.

Dwór Artusa - wtedy po Długiej i  Długim Targu jeździły jeszcze auta!

ul. Mariacka, ale piękne kurteczki, a jakie odlotowe buciki!


Wakacje roku 1970 były przełomowe, bo to pierwszy nasz zagraniczny wojaż, czyli dwutygodniowe wczasy w Złotych Piaskach w Bułgarii(przelom sierpienia i wrzesienia). Mieszkaliśmy tam w domkach na kempingu Panorama, położonym na wzgórzu nad kurortem. Pierwszy dla nas, dzieci peerelu powiew luksusu! Posiłki w restauracj Złota Rybka, uroczyste kolacje, wieczorne spacery po nadmorskim trotuarze pośród zagranicznych, w większości niemieckojęzycznych turystów. Kolorowo, wesoło i ciepło, inny świat! Ciekawostka, w tamtych czasach do Złotych Piasków nie wpuszczano Bułgarów, pracowali tylko przy obsłudze kurortu.



Kukerite, albo coś około tego


Albena i jej awangardowa archtektura

Albena

Złote Piaski


Warna
Warna


Mój pierwszy Kałach



















Złote Pisaki, ładne kwiatki

Antek próbuje mojego Kałacha


Po śniadaniu na plażę, w tle po lewej"nasza" restaruacja Złota Rybka


Antek z Mamą na plaży Złote Piaski


Gdzieś na trasie pomiędzy Złotymi Piaskami a Warną


Jak zwykle wszystko co dobre, szybko się kończy, jesień i szkoła, a potem grudzień 1970, dla nas dzieci wielkie przeżycie, dziesiatki czołgów jadących naszą ulicą Kościuszk, pewnej grudniowej nocy, godzina milicyjna i opowieści Mamy, która wówczas pracowała jako lekarz w przchodni vis a vis Domu Partii, który w tamych dniach płonął.

Poporosiłem Tatę o kask stoczniowy i w tamte grudniowe wieczory paradowałem w nim po domu. Była też zabawa w rzutki ciskane do sylwetki, narysowanego długopisem na kartce milicjanta.  Było kabaretowo, bo w zawodach rzutkowch uczestniczył mój klasowy kolega Marek, którego Ojciec był w tym czasie majorem SB! 


Wróćmy jednak do tematu dominującego, czyli wakacji. Kolejny rok, zwiedzamy nasz Kochany Kraj, ale na koniec jak zwykle lądujemy w górach.





Jezioro Żywieckie


Niespodziewany atak, nad Jeziorem Żywieckim

Po wakacjach jesienią i wiosną zawsze można było skosztować morza, foty poniżej pochodzą z rodzinnego wypadu do Łeby. Jak to zwykle nad morzem, trochę wiało.




Łeba


Olsztynek i nasze bajkowe wakacje, pośród pięknych kwiatów, wymuskanego ogrodu i kochających Dziadków. Tam to dopiero mieliśmy labę. Domek i ogód Dziadków był w tamtych czasach najładniejszą posesją w miasteczku i okolicy. Wśród wszechogarniającego brudu i szarości przy ul. Księżycowej 12, lśniła blaskiem, jedyna w swoim rodzaju enklawa harmonii i piękna. Domek i ogórd Dziadków był wielokrotnie nagradzany przez lokalne władzie i prasę za niespotykane piękno.

Dziadkowie wśród róż, Babcia Tosia i Dziadek Antek

Po lewej fontanna

Mama odpoczywa w ogrodzie, w głębi lampiony projektu Babci Tosi zainspirowanej scenografią z opery Madam Butterfly 

Babcia z Mamą

Mama z Babcią

Po lewej popiersie Mickiewicza z tabliczką inwockacji umiesczone obok fontanny, dalej stół obiadowy,  domek Baby Jagi. Siedziska w kształcie muchomorów 

Tata Felek, przy naszym zielonym fiacie, oczywiście w Olsztynku

Antek z Mamą

W naszej historyjce obrazkowej doszliśmy do połowy lat 70. i małej gierkowskiej stabilizacji. Bliska zagranica zaczęła być w owych czasach bardziej dostępna dla turystów z Polski. Przypomnę, że do demoludów jeździło się wtedy na podstawie dokumentu zwanego wkładką paszportową, który stanowił swoistą przepustkę do wszystkich krajów pod sowiecką domeną (Jugosławia już do tego szczęśliwego grona nie należała, do wyjazdu nad Adriatyk potrzebny byl prawdziwy paszport). Mało tego, ok. roku 1974 wprowadzono możliwość podróżownia po socjalistycznym raju na podstwie pieczątki wbitej do zwykłego zielonego dowodu osobistego, to dopiero była rewolucja i objaw wielkiej normalizacji. Nasze rodzinne eskapady po kraju  zaczęły przybierać w tamtym czasie bardziej internacjonalny charatkter, zdarzyło się na kilka dni wpaść z przyjacielską wizytą do NRD, albo na kilka godzin do Czechosłowacji.


Autostrada Kołbaskowo - Berlin

Poczdam, przed tym budynkiem sfotkowano w 1945 Churchilla, Roosvelta i Stalina (po podpisaniu Układu Poczdamskiego)

Za barierki wstęp wzbroniony, strzelają! Na nogach mam półtrampki, pamiętam, że bieliłem je pastą do zębów marki Lechia
'a 3,05 złotego za białą tubkę

Alexanderplatz

Na ulicach Berlina Wschodniego

W tle słynna w tamtym czasie, kręcąca się kula enerdowskiej Wieży Telewizyjnej

Sierpień przemijał szybko, znowu powrót do szkoły i szarej codzienności. We Wrzeszczu nic się nie zmieniało, a platformą młodzieńczych podwórkowych konszachtów był nasz przydomowy ogródek oraz plac  - boisko za nim.

Nasz wrzeszczański ogródek, a za nim boisko do "nogi" i koszykówki

Wakacje na Węgrzech - Budapeszt 1976, wcześniej przez dwa tygodnie "pracowałem" tam na obozie OHP

Tego samego roku po powrocie z Węgier, Sopot 1976. Już wtedy miałem inklinacje pro amerykańskie

Nasze rodzinne wyjazdy skończyły się chyba w 1976 r. Od następnego roku zaczęliśmy wchodzić w młodzieńczą samodzielność i organizować wakacyjne rozrywki w gronie rówieśników.

Na tym historyjkę obrazkową kończę, bo dokumentacji zdjęciowej już brak, to co zaprezentowałem jest efektem fotograficznej aktywności mojego Ojca, który wszystkie nasze wyjazdy, systematycznie uwieczniał, sowieckim aparatem marki Zorka( ruska Leica) na enerdowskich kliszach slajdowych ORWO.
Dzięki tym rodzinnym wyjazdom poznaliśmy całą Polskę, jej najważniejsze krainy oraz miasta i chociaż od tamtych czasów minęło ponad czterdzieści lat, to wakacyjne obrazki z przeszłości do dzisiaj pozostają miłym wspomnieniem beztroskiego dzieciństwa i młodości. Dzięki Wam Rodzice!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz